Dawno, dawno temu...
Mam tyle zaległości, że tak właściwie powinnam w ten sposób zaczynać co drugi post, który się tutaj pojawi. Suknia, którą zobaczycie bije rekordy jeśli chodzi o opóźnienie w publikacji zdjęć, bo została uszyta na Złote Popołudnie 2014 w Brzesku i tam miała swój debiut. Ponieważ nie potrafię się pchać przed obiektyw na tego typu wydarzeniach zdjęć nie mam prawie wcale, jedynie kilka grupowych i trochę zrobionych z daleka.
Założyłam ją potem dwukrotnie, m.in. rok temu na sesji w Nowym Sączu i 5 września 2015 r. z okazji narodowego czytania "Lalki" B. Prusa.
Pierwsze zdjęcia widzicie dzisiaj tj. 31 marca 2016 r. I tak nie przedstawiają wszystkich wersji tego stroju...
Dzięki uprzejmości Muzeum Zamkowego w Pszczynie, razem z Alą i Justyną mogłyśmy zrobić kilka wspaniałych zdjęć na tle ich cudownych wnętrz.
Strój składa się ze spódnicy z trenem, który jest podpinany, fartuszka/tuniki w dziennej i wieczorowej wersji, osobnego trenu, który również można podpiąć oraz dziennego i wieczorowego stanika. W Pszczynie połączyłam dzienny stanik z wieczorowym fartuszkiem/tuniką i rozłożonym trenem.
czwartek, 31 marca 2016
niedziela, 14 lutego 2016
Pelisa z 1825 r.
Powracając po dłuższej przerwie spowodowanej życiem, przedstawiam Wam
moją wełnianą pelisę z 1825 r., uszytą na Ojców. Był to strój, który
cieszył mnie najbardziej, ale ze względu na pogodę (30 stopni) nie
znalazł miejsca w mojej walizce i nie załapał się na żadne zdjęcia.
Well, after four months of neglecting the blog I'm pleased to show you my 1825 pelisse. I intended to wear it in Ojców at the end of August and I had been very excited about it. As it turned out I had to left it at home due to very warm weather.
W grudniu, kiedy pogoda była już odpowiednia (dla mojego stroju, bo Magda w swojej cieniutkiej krynolinie trochę marzła i próbowała porwać mi mufkę :P), razem z Maqdą wybrałyśmy się do Pszczyny na małą sesję zdjęciową.
In december, when the temperature dropped below zero, Maqda and I took some photos of it during one of our sewing weekends.
Oto efekt:
środa, 23 września 2015
Przygody panien pensjonarek w Ojcowie 1825
![]() |
| Fot. Anuszka St. |
| Czepek i kapelusz porwałam Lady Polley, fot. też ona. |
wtorek, 28 lipca 2015
Bo nikt nie zrozumie tak jak inny kostiumer/ No one gets you like another costumer.
Po tym niespodziewanie (nawet dla mnie) zdecydowałam się na udział w balu Cracovia Danza w nowej (!) sukience, na którą nawet nie miałam wtedy tkaniny musiałam podkręcić tempo pracy, żeby zdążyć. Tym bardziej, że prawie tydzień czekałam na wysyłkę towaru i materiał dostałam dopiero w piątek, czyli niecały tydzień przed balem!
Since I suddenly decided to attend Cracovia Danza Ball in my new robe a la polonaise which I hadn't even started then (and I hadn't had any fabric for it, or a pattern for that matter) I needed to work crazy fast to get it all done in time. Life wasn't nice to me because my fabric was delivered last friday (6 days before the event) and I was so late I seriously considered backing out of that plan.
Trzy dni później mam ręcznie uszytą górę robe a la polonaise (której nigdy wcześniej nie szyłam) i połowę naszytych dekoracji. W dodatku wzbogaciłam się o jedwabną sukienkę z second - handu (milusi biały jedwab), bryklę do gorsetu, miliard metrów sznurka satynowego, wstążki w tym samym kolorze i taśmy bawełnianej. A, i jeszcze zrobiłam zdjęcia żakietu, który czekał na nie od roku.
Three days later and here I am - with my hand - sewn robe a la polonaise 75% done, waiting only for trimmings. During those days I also found silk second-hand dress, busk for my corset, many many yards of satin string and cotton tape as a result of shopping spree. Oh, there also was some long overdue photoshoot :) And so much fan in it all!
| Moja "prawie" gotowa suknia/ My half done dress |
No i to wcale nie jest dziwne, kiedy robisz sobie obiad o 23:00 bo akurat przypomniałaś sobie o jedzeniu.
How did I do that? It's easy - I invited my fellow costumer Maqda for a sewing weekend. She had a similiar brilliant idea - make a completly new garmet for the Ball. It really helps to overcome your laziness when someone else is sewing with you. We worked on our garmets, helping each other adjust patterns in the back and eating dinner close to midnight. No one gets you like another costumer so working 8 hours in a row wasn't something strange to her.
Tym sposobem każda z nas skończyła z zrębem ubioru na bal. Ale o tych strojach będą pewnie inne posty. Na koniec zrobiłyśmy sobie też sesję w Pszczynie, efekt poniżej :)
So when we parted on Sunday each of us had quite wearable garmets in hand, It's a huge succes considering that on Friday we both started with uncut fabrics. To top it all, we went to park in Pszczyna to take some photos of costumes that waited in our wardrobes (like my striped KCI jacket).
But, I'm going to post about my outfit fo the ball later. Now, let me show you my striped cotton jacket based on the one held in KCI.
czwartek, 2 lipca 2015
Osiemnastowieczna amazonka/ In celebration of my master's degree - 1760s riding habit
Po pięciu latach nadszedł ten wyczekiwany moment kiedy powiedziałam WPiA UJ "do widzenia" i wyszłam z tytułem magistra w kieszeni. Tak - obroniłam się! :D
Finally, this long-awaited moment when I could say my alma mater goodbye has come! I successfully defended my thesis and got my master degree in law! Yay!!! :)
It also means that I could start a new stage in my life. I call it my "after-thesis life" - few short weeks when I'm going to have some actual free time beteween my job and other duties. I put off so many things this past few months because getting my degree was my top priority! This photoshoot was one of them.
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że przez ostatnich parę miesięcy odkładałam wszystko na "po obronie". Kiedy wreszcie nadszedł ten czas to właściwie nie wiem co ze sobą zrobić. Mam tyle pomysłów, a wolny czas niedługo się skończy, bo czeka mnie jeszcze egzamin na aplikację adwokacką we wrześniu. Dlatego na razie zaczęłam od czegoś łatwego i szybkiego - kostiumu jeździeckiego z 1760 r. wzorowanego na tym eksponacie z Met Museum:
Mój kostium ma trochę inną wersję kolorystyczną - uszyłam go z granatowej a nie brązowej wełny. Zanim zobaczyłam zdjęcie w kolorze zawsze wyobrażałam sobie go jako takie granatowo-złoto-kremowe cudo i postanowiłam zrealizować to konkretne marzenie.
Uszyty w całości ręcznie z wełny z dodatkiem lnu i jedwabiu, sparowany z jedwabną kamizelką i lnianą koszulą. Tylko guziki nie są reko bo jednak 40 metalowych guzików nadwyrężyłoby poważnie moje finanse, a kończenie studiów już okazało się drogim interesem.
Przód kamizelki i żakietu oraz mankiety i te klapki są usztywnione sztywnikiem lnianym.
Przyznam się, że trochę oszukiwałam przy dziurkach żakietu, które nie miały być rozcięte - ułatwiłam sobie życie i raczej je wyhaftowałam niż obszyłam. Tak na marginesie, to mam wrażenie że cały ten kostium składał się z kilku długich szwów, guzików i dziurek na guziki - a przynajmniej tyle zapamiętałam z szycia :)
What the item is (and how it is a product of war or a lengthy period of peace: 1760s riding habit. Those garmets were heavily influenced by military uniforms.
The Challenge: War & Peace
Fabric: Wool for skirt and jacket, silk for waistcoat and linen for lining an shirt.
Pattern: Mine
Year: 1760
Notions: linen and silk threads, buttons,
How historically accurate is it? I would give it 80% since buttons aren't made of metal (I ran out of money at that point)
Hours to complete: 50
First worn: 7.06.2015
Total cost: 50$
Finally, this long-awaited moment when I could say my alma mater goodbye has come! I successfully defended my thesis and got my master degree in law! Yay!!! :)
It also means that I could start a new stage in my life. I call it my "after-thesis life" - few short weeks when I'm going to have some actual free time beteween my job and other duties. I put off so many things this past few months because getting my degree was my top priority! This photoshoot was one of them.
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że przez ostatnich parę miesięcy odkładałam wszystko na "po obronie". Kiedy wreszcie nadszedł ten czas to właściwie nie wiem co ze sobą zrobić. Mam tyle pomysłów, a wolny czas niedługo się skończy, bo czeka mnie jeszcze egzamin na aplikację adwokacką we wrześniu. Dlatego na razie zaczęłam od czegoś łatwego i szybkiego - kostiumu jeździeckiego z 1760 r. wzorowanego na tym eksponacie z Met Museum:
Mój kostium ma trochę inną wersję kolorystyczną - uszyłam go z granatowej a nie brązowej wełny. Zanim zobaczyłam zdjęcie w kolorze zawsze wyobrażałam sobie go jako takie granatowo-złoto-kremowe cudo i postanowiłam zrealizować to konkretne marzenie.
Uszyty w całości ręcznie z wełny z dodatkiem lnu i jedwabiu, sparowany z jedwabną kamizelką i lnianą koszulą. Tylko guziki nie są reko bo jednak 40 metalowych guzików nadwyrężyłoby poważnie moje finanse, a kończenie studiów już okazało się drogim interesem.
Przód kamizelki i żakietu oraz mankiety i te klapki są usztywnione sztywnikiem lnianym.
Przyznam się, że trochę oszukiwałam przy dziurkach żakietu, które nie miały być rozcięte - ułatwiłam sobie życie i raczej je wyhaftowałam niż obszyłam. Tak na marginesie, to mam wrażenie że cały ten kostium składał się z kilku długich szwów, guzików i dziurek na guziki - a przynajmniej tyle zapamiętałam z szycia :)
What the item is (and how it is a product of war or a lengthy period of peace: 1760s riding habit. Those garmets were heavily influenced by military uniforms.
The Challenge: War & Peace
Fabric: Wool for skirt and jacket, silk for waistcoat and linen for lining an shirt.
Pattern: Mine
Year: 1760
Notions: linen and silk threads, buttons,
How historically accurate is it? I would give it 80% since buttons aren't made of metal (I ran out of money at that point)
Hours to complete: 50
First worn: 7.06.2015
Total cost: 50$
czwartek, 25 czerwca 2015
Edwardiańska miętówka - kilka słów o mojej sukni na piknik w Pszczynie/ My edwardian mint dress
Projektowanie i szycie sukni na piknik w Pszczynie sprawiło mi ogromny kłopot. Nie, nie dlatego, że moda tej epoki nie wzbudzała mojego uznania i zainteresowania :) Wręcz przeciwnie! Uwielbiam ją i miałam poważne problemy z dokonaniem wyboru. Szukając inspiracji dość fanatycznie przeglądałam pinterest.com i przypinałam portrety, zdjęcia, ryciny z lat 1900-1910. Kiedy moja tablica tematyczna przekroczyła tysiąc pinów zrobiła się ciut... nieczytelna :P Zdecydowałam się na coś z 1908 r. i zaczęłam zapisywać inspiracje na dysku w folderze, ale szybko te najnajnajpiękniejsze przekroczyły setkę. Ostatecznie dopiero tablica na Trello pomogła mi ograniczyć inspiracje :)
Due to my indeciveness it was very difficult to make a dress for 1900s event. I love that era so picking one dress out of so many beautiful things was almost impossible. I finally settled on something form 1908 since I liked the silhouette so much but still, my pinterest board reached 1000 pins :P Even after I cut it down to almost 100 pictures on my hard drive I wasn't very close to solving my little decision-making problem.
Od początku wiedziałam, że nie zdecyduję się na wierną kopię jednego modelu ale raczej postawię na misz-masz tego, co podobało mi się w oryginałach, zdjęciach lub rycinach.
Ostatecznie zdecydowałam się wzorować na rycinie poniżej jeśli chodzi o kształt sylwetki, a w szczególności spódnicy:
In the end, I chose not to recreate an extant garmet instead opting to mix some elements I had seen on various fashion prints, photos or surviving pieces.
For the general silhouette of the dress that was my inspirition:
I na bluzce w lewym górnym rogu z rękawami tej po prawej :)
The bodice is based on the top left blouse with sleeves borrowed from the one on the right.
No i kapelusz.
And the hat, of course :)
Due to my indeciveness it was very difficult to make a dress for 1900s event. I love that era so picking one dress out of so many beautiful things was almost impossible. I finally settled on something form 1908 since I liked the silhouette so much but still, my pinterest board reached 1000 pins :P Even after I cut it down to almost 100 pictures on my hard drive I wasn't very close to solving my little decision-making problem.
![]() |
| fot. Saasankowe Fotki |
Ostatecznie zdecydowałam się wzorować na rycinie poniżej jeśli chodzi o kształt sylwetki, a w szczególności spódnicy:
In the end, I chose not to recreate an extant garmet instead opting to mix some elements I had seen on various fashion prints, photos or surviving pieces.
For the general silhouette of the dress that was my inspirition:
I na bluzce w lewym górnym rogu z rękawami tej po prawej :)
The bodice is based on the top left blouse with sleeves borrowed from the one on the right.
No i kapelusz.
And the hat, of course :)
piątek, 5 czerwca 2015
III Piknik Krynoliny w Pszczynie - Belle Epoque i Daisy
Avoiding Daisy von Pless' theme in Pszczyna was impossible. Although initially we planned to have bustle era picnic this year we caved in and made it Edwardian instead. Last year people in the park kept asking us "Are you dressed like Daisy?" so...
| fot. Zofia Woszczyna |
We knew that Edwardian era was quite popular and easy to make but no one predicted that it would gather 50 people from all around the country. Comparing it to last year when there were only eleven girls... I must say, I'm a little bit afraid thinking about next picnic :)
| fot. Patryk Bochenek |
But, after all I'm so glad that all these people arrived! I had so much fun and met so many great costumers!
Pogoda prawie że dopisała - właściwie wybrałyśmy całkiem ładny dzień. Przeważnie było słonecznie, z niewielką przerwą na ucieczkę przed burzą do pobliskiej kawiarni (jakieś atrakcje muszą być). Punkt 17:00 z zaskoczenia lunął na nas deszcz i dosłownie zmył piknik :D Wszyscy rzucili się ratować jedzenie rozłożone na kocach i uciekać pod pobliskie drzewa. No cóż, zbyt pięknie nie mogło przecież być. Ale było prawie idealnie - zresztą, warto samemu zobaczyć:
The weather of course wasn't entirely on our side. Around 2 p.m. we had to flee because of the upcoming storm. Fortunately, there wasn't much rain that time so we were able to return to the park. But at the end of the picnic it suddenly started to rain and we all soon were drenched and our dressess covered in mud.
Nevertheless, I decided to ignore those minor obstacles and I still think about that event as succesfull :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










